W półmrokach najokazalszej sali naszego zamku cicho gra muzyka. Przez kolorowe witraże delikatnie sączą się resztki dziennego światła pokrywając różnobarwnymi plamami światła część krzyżowo żebrowego sklepienia sali. Nic nie widać, ale to nie przeszkadza; jest tak spokojnie że wręcz słychać ruch każdej osoby by za chwile świst łańcucha rozerwał powietrze nie czyniąc przy tym żadnego uszczerbku w harmonijnej atmosferze. nie ma wątpliwości że właśnie teraz kształcą swoje umiejętności tancerze - tancerze ognia.
Dwa lata temu pojechałem na mój pierwszy ogólnopolski Harcerski Zlot Grunwaldzki. Nigdy nie spodziewałbym się, że jadąc tam odnajdę sztukę, w której będę mógł się naprawdę spełnić. W nocy, po bitwie kiedy wróciliśmy do obozu czekała na nas niespodzianka. Czekała na nas grupa tancerzy ognia złożona z garstki ludzi ze zlotu. Mieli nam oni zaprezentować swoje umiejętności. Nikt nie wiedział czym dokładnie zajmują się Ci ludzie. Właśnie wtedy z grupą kolegów miałem po raz pierwszy okazję zobaczyć czym naprawdę jest taniec z ogniem.
Po powrocie do naszego miasta wpadliśmy na pomysł aby „to” spróbować. Początek jak z resztą w każdej materii jest najtrudniejszy. Długo spotykaliśmy się i praktykowaliśmy tę zabawę. Mieliśmy już nawet próby z ogniem – ale tylko w formie zabawy. Niestety po kilku miesiącach wspólnej pracy każdy poszedł w swoją stronę. Po prostu wszyscy po kolei rezygnowali… wszyscy odeszli…
Ja jednak nie zaprzestałem ćwiczeń. Sam skrupulatnie uczyłem się nowych rzeczy, ale coś zaczynało mi coraz bardziej przeszkadzać w moich samotnych treningach – samotność. No właśnie brak partnera do treningu był wtedy moim największym problemem.
Wtedy właśnie dowiedziałem się że na naszym zamku zaczyna prace grupa ludzi równie jak ja szalonych i pełnych zapału do tego nietypowego tańca. Bałem się zmian i nowych ludzi, ale na szczęście chęć rozwoju okazała się silniejsza i tak trafiłem na zajęcia Giermkowego Kręgu Zamku Nidzica prowadzone przez Pana Pawła Bukowskiego. Bardzo szybko mnie zaakceptowali i po niedługim czasie czułem się już „jak u siebie”. Początkowo uczyliśmy się wszyscy od siebie i reprezentowaliśmy równy poziom. Praktykowaliśmy naszą sztukę i świetnie się bawiliśmy. Niedługo do grupy dołączył Michał, który już na starcie reprezentował bardzo wysokie umiejętności. Wszyscy byli onieśmieleni, ale jego osoba wtedy tylko zmotywowała mnie i Oskara do pracy na wyższych obrotach ;] W między czasie pojechałem na kolejny Zlot razem z Oskarem. Znowu oglądaliśmy tam pokaz tańca i wtedy zauważyliśmy, że nie wiele nam brakuje, aby występować. Od tego momentu zaczęła się dla nas PRAWDZIWA praca.
Wtedy odnotowaliśmy skok umiejętności, ale to nadal było za mało abyśmy mogli zaprezentować swoje umiejętności publicznie. I właśnie w tym momencie dostaliśmy możliwość rozwinięcia skrzydeł. Dzięki staraniom naszego opiekuna, Pana Pawła, przyjechał do nas instruktor tańca Pan Darek. Wtedy zaczęliśmy z Oskarem dościgać Michała w jego umiejętnościach, ale szybko dostrzegł, co się dzieje i ponownie pozostawił nas w tyle. Cały czas wiedzieliśmy że tak łatwo się nie poddamy ;)
Mieliśmy wtedy za zadanie przygotowanie utworów solowych i układu. Z nieznanych nikomu do tej pory realnych przyczyn Michał nie mógł brać udziału w tym pokazie. Zostałem wtedy sam z Oskarem i nie wiedzieliśmy, od czego zacząć. Po długich poszukiwaniach właściwej muzyki przyszedł najtrudniejszy moment – trzeba coś wymyślić… Na szczęście i tym razem Pan Paweł był przy nas i służył pomocą. Wspólnymi siłami, wychodząc z każdego kolejnego treningu coraz bardziej zmęczeni, pracowaliśmy na sukces. Przyszedł dzień pokazu. Na dziedzińcu naszego zamku zbierało się coraz więcej ludzi. Byliśmy bardzo zdenerwowani. Kiedy wyszliśmy już na dziedziniec wiedzieliśmy, że nie ma już odwrotu. Zrobiliśmy to najlepiej jak wtedy umieliśmy i ku naszemu zadowoleniu wyszło wspaniale. Ludzie w naszym mieście już wiedzieli, że Nidzica też ma swoich tancerzy ognia.
Dobrze. Doszliśmy już tak daleko. Zaczęliśmy powoli wykonywać tą sztukę dobrze. Po raz pierwszy wystąpiliśmy przed publicznością. Po raz pierwszy tańczyliśmy z ogniem. I teraz przyszedł czas na dość trudną decyzję: jak nazwiemy naszą grupę? To była bardzo sporna kwestia. Długo dyskutowaliśmy i rozmawialiśmy. W końcu nasze myśli zostały skierowane w kierunku tak baśniowych stworzeń, jakimi są smoki. Ok. Mi osobiście zależało, aby nazwa nie była anglojęzyczna. Tak więc sięgnęliśmy wspólnie po słowniki w których zawarte były słowa łaciny. Tak więc „Draco”, ale samodzielnie jako jedne wyraz jakoś do nas nie przemówiło. Więc ustanowiliśmy kolejny element naszej nazwy „GTO Draco” – czyli „Grupa Tancerzy Ognia Draco”. Dopiero teraz było na prawdę Ok. Do tej pory funkcjonuje ta nazwa.
Mieliśmy okazję wystąpić na festynie rodzinnym w parafii Błogosławionej Bolesławy Lament. Był to nasz pierwszy pokaz poza murami naszego zamku i po raz pierwszy przy tak dużej publiczności. Wystąpiliśmy wtedy w składzie Oskar, Michał i Ja – w tym składzie działaliśmy bardzo długo. Pokaz był bardzo udany. Byliśmy zadowoleni, że mogliśmy wystąpić na imprezie charytatywnej i zobaczyć uśmiech na twarzach widzów. W trakcie „Dni Nidzicy” (występ po Formacji Nieżywych Schabuff) otrzymaliśmy zaproszenie od ludzi z Warszawskiej szkoły taj-chi na występy przed uczestnikami obozu treningowego. Na początku to oni nas oczarowali pokazami swoich sztuk walk jednakże, kiedy się ściemniło przyszedł czas na nas. Byli bardzo zaskoczeni naszą sztuką. Wzbudziliśmy ich szacunek naszą biegłością w tej dziedzinie – dopatrywali się w niej motywów ze swoich stuk walk.
Następnie postanowiliśmy wziąć udział w turnieju tancerzy Ognia odbywającym się pod czas Nidzickiego Turnieju Rycerskiego. Bawiliśmy się podczas zdrowej rywalizacji. Na Tymże turnieju zobaczyli nas ludzie z Opola i zaprosili na Międzynarodowy Turniej Tańca z Ogniem w Byczynie. Nie mogliśmy odmówić takiej przygodzie. Impreza ogniowa odbywała się pod czas zabaw, walk i turnieju rycerskiego. Na ten wyjazd zabraliśmy się z załogą bractw rycerskich z Działdowa, Nidzicy i Olsztyna. W rywalizacji zajęliśmy czwarte miejsce. Zawarliśmy wiele nowych znajomości i bardzo wiele się nauczyliśmy. Najważniejsze jest jednak to, że mieliśmy okazje wspaniale spędzić czas w gronie przyjaciół.
Cały ten czas począwszy od pierwszego kontaktu z tańcem do chwili obecnej rozwijamy swoje umiejętności i to nie tylko te związane z tańcem. Spotykamy się w każdy poniedziałek i czwartek, aby w miłej atmosferze stawać się lepszymi w swojej sztuce, czekając na kolejne okazje do występu – zaprezentowania swoich umiejętności. Zaczęło się od dosłownie kilku osób. Teraz nasza grupa liczy cztery osoby występujące z ogniem (Klaudia, Oskar, Michał i Ja), kilka osób, które już niedługo będą występowały razem z nami a także dużo osób, które dopiero zaczynają swoja przygodę z tańcem. Myślę, że jak do tej pory udało mi się przedstawić historię naszego teatru. Mam nadzieję, że nic nie pominąłem, a ta lektura może zachęci kogoś do zainteresowania się tym wymiarem sztuki.